Lubię poniedziałki,  Wydarzenia

Jedną nogą w Kulturalnej

(relacja opublikowana w: Tygodnik OKO nr 24/2021)

Siedmiu zawodników, w tym bramkarz i sześciu w polu, na których przypada w sumie osiem sprawnych nóg i trzynaście rąk. Tak wygląda w czasie gry drużyna ampfutbolowa i o takiej dyscyplinie, jej niuansach, rosnącej popularności i znaczeniu, jakie ma dla osób ją uprawiających, opowiadał podczas tradycyjnie poniedziałkowego spotkania w Kawiarni Kulturalnej kapitan ampfutbolowej reprezentacji Polski, Przemysław Świercz.

Spotkanie nieprzypadkowo poprowadził znany Państwu od dawna z naszych łamów – zarówno jako autor naszych artykułów, jak i ich bohater – Emil Kopański, bowiem jest on jednym ze współautorów niezwykłej książki, poświęconej polskiemu ampfutbolowi zatytułowanej “Amp Futbol. Jedną nogą w finale”.

Ampfutbol to oczywiście, jak sugeruje nazwa, odmiana futbolu uprawiana przez osoby z amputacjami bądź – jak wyjaśniał Przemysław Świercz – wadami jednej kończyny. Dolnej w wypadku grających w polu, górnej u bramkarza. Zawodnicy grają bez protez, tzn. posługując się jedynie kulami, które nie mogą dotknąć piłki. Reguł odróżniających ampfutbol od standardowego futbolu jest nieco więcej, ale emocje.. emocje są te same. A może jeszcze większe? Niepełnosprawni zawodnicy… STOP! W tym momencie potykamy się o niezręczność, którą bohater spotkania radzi omijać, ponieważ powszechnie używane określenie “niepełnosprawny” jest dla wielu ampfutbolistów zgrzytem. No bo czemu właściwie człowieka, z całą jego historią i osobowością miałby określać przymiotnik odnoszący się tylko do jednej z jego cech, bynajmniej nie najważniejszej? Jeśli nie chcecie Państwo zostać zrugani – tak jak swego czasu Emil, do czego publicznie się przyznał – lub przynajmniej zmierzeni zdegustowanym spojrzeniem, pamiętajcie, że zamiast o “niepełnosprawnych”, dużo lepiej jest mówić o “ludziach z niepełnosprawnościami”, wtedy wszystko się zgadza.

Czy ampfutbol jest jakąś formą odreagowywania życiowej straty, dramatu, osobistej tragedii? Dla niektórych być może, w książce znajdziecie Państwo historie naprawdę smutne i budzące naturalne współczucie, ale osobiście kapitan Świercz odżegnuje się od takiego podejścia. W ogóle: w całym spotkaniu dominował ton entuzjazmu i dumy ze sportowych osiągnięć, osobistych i w drużynie, nie było natomiast miejsca na żadną formę dramatyzowania. Przemysław Świercz spokojnie mógłby zarazić swoim entuzjazmem i podbudować niejedną osobę uważającą się za “sprawną”, której zniechęcenie i brak wiary w siebie i sens życia nie pozwala z niego korzystać tak, jak robią to nasi ampfutboliści. Sportowa postawa popłaca zawsze, na boisku, w domu i w pracy, podobnie jak wiara w to, że różne trudne zdarzenia życiowe mają jednak sens – kapitan nie krył, choć też nie eksponował tego sam z siebie, dopóki nie został poproszony o poruszenie tego wątku przez Emila, że Bóg jest dla niego od zawsze opoką i gwarantem, że to, co go spotyka, dzieje się “po coś”. Czy chciałby cofnąć czas do momentu przed wypadkiem, który pozbawił go nogi? Gdzieżby. Jak sam żartował: jakie miałby szanse zagrać w reprezentacji Polski mając obie nogi?


Relacja Kroniki Kozienickiej:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.